Pewnego dnia, Laburcz, francuski odpowiednik Burczka zadzwonił do niego i powiedział, że chce się spotkać. Jednak trzydzieści minut później Ćinkciłinkci Głód powiadomił go że też chce się spotkać. Burczek powiedział, że leci do Francji i że Ćinkciłinkci Głód może jechać z nim tylko musi kupić sobie bilet na samolot, który w cenie promocyjnej kosztował 4800zł, a więc Burczek znowu miał pobudki finansowe, ale jego BARDZO bogaty wujek dał mu jeden grosz. A tego dnia Burczek zrobił IMPREZĘ z tego powodu, bo od tego wujka wysępi… ekhem… pożyczyć pieniądze było trudno. W ciągu życia był niezadowolony bo wujek nie kupił mu willi deluxe de o’ Głodek. A, Burczek chciałby przekazać pilną wiadomość. W środę Głodzinkę w parku ktoś przygniótł. A, to chyba Ciężki Tłuszcz. Burczek pojechał po negocjacjach z wujkiem do Laburcza. Ćinkciłinkci Głód też pojechał, swoim ROWEREM. Rowerem pokonał już 84000 kilometrów, a po naszej wyprawie 168000 kilometrów.W tym czasie Burczek, w I klasie samolotu oglądał Shreka trójkę i nie przejmował się Ćinkciłinkci Głodem. Gdy dojechali, ( Burczek po 2 godzinach, a Ćinkciłinkci Głód po 4 tygodniach) zarezerwowali hotel i poszli do rodziny na pieszo, bo mieli tylko 200 metrów. Laburcz się ucieszył, bo nie widział Polskiego i Chińskiego odpowiednika siebie od 24 lat. Zaszaleli, zrobili imprezkę i w końcu położyli się spać.

CIĄG DALSZY NASTĄPI ->->->

Oceń Przygody Glodów!

2 odpowiedzi na “Burczek i Ćinkciłinkci Głód we Francji cz.1”

  1. Awatar Alek

    Czemu Głodzinkę ktoś przygniótł?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *